KSIEGA

LINKI

Sylvia
Milos
Olcia
Natalia
Niebie
Efcia
Miś
Jadzia
Zapach zieleni
Joe
Ines

ARCHIWUM

2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień



Ownlog

design by gingery


Link 20.08.2006 :: 23:06 Komentuj (10)
Napisałam to trzy miesiące temu i bez czytania zapisałam, dziś przypadkiem znalazłam. Podoba się Wam?



Przychodzisz do mnie cały w uśmiechach. Notorycznie. Przebrałeś się za kogoś, kim nigdy nie będziesz i cieszysz się ze swojego sprytu, w który wierzysz jako jedyny na tej planecie. Każdy ten uśmiech jest kłamstwem. To, co czuję, kiedy Cię dotykam nie umie być naiwne. Uśmiecham się do twoich uśmiechów i jest mi wstyd.

Pozwalam ci żyć w fikcji, która właściwie umiera naturalną, ale przyspieszoną śmiercią. Dawno powinnam krzyknąć: NIE MOGĘ!! Chcę mieć władzę. Satysfakcja, dzika satysfakcja, poczucie winy pomieszane z rozkoszą, kiedy mnie pragniesz, rzucasz mnie na łóżko, przygniatasz swoim ciałem, zgarniasz dłońmi, więzisz ustami, językiem…

Kłamię już od dawna. Nigdy ci nie wierzyłam. Zgrzyt. Gdyby go nie było, wszystko mogłoby skończyć się inaczej. Niesmak…ten sam, który poczułam którejś nocy, tuż po wspólnej kąpieli, tuż po tym, kiedy prawie zemdlalam kochając się z tobą w zbyt ciepłej wodzie. Tej nocy, kiedy ubrałam Twoją koszulę. To koniec, myślę sobie, jak można po zabójczo krótkim czasie czuć nic, czuć znudzenie, czuć „Nie Sprawiasz Mi Przyjemności, Kiedy Ze Mną Zasypiasz”?

Budzisz się rano zawsze szybciej ode mnie. Mój ból głowy przypomina: za dużo alkoholu podczas zbyt długiej nocy. Co ja znowu zrobiłam..
Pamiętam. Zapaliłeś świeczki, mnóstwo świeczek, miało być cudownie, był Zgrzyt. To miała być noc, kiedy „się kochamy”, a nie „uprawiamy seks”. Bo te świeczki, bo zmysłowa muzyka, bo twoje ciepłe, namiętne usta tak idealnie pasujące do moich.
Nie uda nam się. Nie można kochać się z kimś, kogo się nie kocha. Nie można kochać się z kimś, kto kocha tylko sam siebie. Nie można się kochać z kimś, kochając kogoś innego. Ostatecznie, nie można.

Okłamujemy siebie uparcie i z nadzieją, że kiedyś poczujemy coś na nowo. Kto pozwolił ci zabrnąć tak daleko? Porcja czegoś dzikiego, porcja zmysłowego, porcja naiwności, może dwie? Za mnie i za ciebie, och to się UDA.
Angielskie słowa o miłości i wolne, bliskie tańce, czuły pocałunek w ucho i wciąż dotyk, dotyk, zbyt wiele dotyku.
Kiedy nie możemy się dotykać, nie potrzebujemy spotkań.
Nasz kontakt to kontakt plytki.
Bądź ze mną płytko, bo inaczej się nie da.

Obiecaj, ale nie dotrzymuj słowa. Roztocz wizje, które nie istnieją chociaż tak bardzo chciałbyś uwierzyć….

Ze to ja jestem tą jedyną. Niepasującą, ale wymarzoną, przeznaczoną, równie mocno zauroczoną…

Powielasz coś, co przed tobą dał mi ktoś inny. Robisz to gorzej. Są spacery bez piosenek, wyznania bez tajemniczości, seks bez czułości, rozmowy bez pasji, kłótnie bez ognia, miejsca bez wspomnień, ranki bez euforii, że to ty leżysz koło mnie, zasnąłeś koło mnie, przytulony, zakochany, wtajemniczony.

Bądzmy sami.
Na pięć minut, dobrze? Tyle nam wystarczy. Przysięgam, obiecuję, ja…zmienię wszystko. Daj mi naszą przeszłosc, której nienawidzę, obiecuję ją przemienić. I tak jej nienawidzisz. Nie chcesz o niej pamiętać. Ale gdy mnie widzisz to wraca. Więc oddaj ją.
Mam…
Mogę ją zgnieść. Uprościć. Po co marnować tak wiele czasu na coś, co nie może być?
Zmieńmy ten czas.
Miesiąc temu biegłam po lotnisku słysząc wybuchy sztucznych ogni i płakałam, minęłam policjantów, nie odbierałam telefonu, nie cieszyłam się na coś, na co powinnam się cieszyć.
To, co zrobilismy sobie nawzajem uparcie za mną chodzi.
Boli, uderza, podcina nogi, kradnie uśmiech w najmniej przyzwoitym momencie, każe być nieszczęśliwą na moment.
Nienawidzę tego.

Jesteś słaby..jak mogę udźwignąć ciebie i jeszcze siebie i nasze marzenia?
Załózmy, że mogę.
Ale bardzo nie chcę.

Zostawię cię. Identycznie, jak ty mnie. Bez miłych wspomnień i bez łez. Z powagą. Z rozmysłem. Z obojętnością. Nie dając zadnych szans na oddech. Uduś się. Ucieknij z mojego życia, zatrzyj obrzydliwe ślady.
„on cię bardzo kocha”
Nigdy cię nie kochałam, kochanie…
Wszystko było „do czasu”
Do czasu twój oddech na moim karku był zapowiedzią czegoś cudownego.
Do czasu twoje miękkie usta były moim marzeniem. Spełnionym.
Do czasu marzyłam o nocach, długich, namiętnych, nocach bez końca, bez ranka, bez czasu, bez hałasu, bez oddechu, bez słów.
Do czasu mogłam być.

Uciekam jak tchórz. Zabierz kłamstwa. Zabierz je wszystkie. Boisz się. Zawsze się bałeś…ale ja dawałam nam odwagę i wiarę, że można zaryzykować, ryzyko to moja specjalność.
Czy starczy ci świadomość, że jest takie miejsce, w którym zwalniam krok?
Piosenka, przy której zamieram i spuszczam wzrok? Nie płaczę. W ogóle. Nie płacze się z nienawiści.

Nie płacz. Może czas wszystko zmieni.
Jeśli za cztery miesiące nadal będziemy mieli szansę się spotkać, będę umiała potraktować cię podle. Będę umiała odtworzyć wszystkie czułe, kłamliwe gesty. Będę umiała na nie pozwolić. Doskonale oddzielam uczucia wyższe od najniższych.
Nienawidzę jej za to, jaka jest zaślepiona i ciebie za kłamstwa, w które sam wierzyłeś.

Nienawidzę cię za ostry mróz, zaśnieżony szczyt, długą kolejkę do wyciągu, twoje ciemne oczy wpatrzone we mnie, rozmarzony uśmiech, głowę pochyloną w moją stronę i szept „Natalko, pocałuj mnie”

Pozwól, niech to będzie koniec.