LINKI
SylviaARCHIWUM
2012design by gingery
Link 13.08.2006 :: 01:13 Komentuj (10) ...pociąg, wracamy do domu. Rozmawiamy na stacji o bzdurach, całą ekipką, myślę sobie, że usiądzie gdzieś koło mnie, ale on skręca do innego przedziału, a do tego 'mojego' wpada tylko na chwilę, żeby się ze mną pożegnać i znów być takim trochę poważnym. Maj...Cały ten miesiąc zleciał jak szalony. Kiedyś, gdy jechałam na narty już bez niego..., była zima, niby wszystko takie samo, Szczyrk taki jak zawsze, taki jak wtedy, gdy powiedział na stoku "Natalko, pocałuj mnie..." i wtedy, gdy noce były tylko nasze, bajeczne, nasze, bajeczne...Jechałam na te narty bez niego, przybita zbyt świeżymi wspomnieniami i żalem, w radio rozbrzmiewał paradoksalnie wesoły kawałek "...i wtedy przyszedł maj, zawitał w moim sercu, zgubiłam cały żal..poczułam co to szczęście, tylko szczęście..." itd. Byłam wściekła, że ktokolwiek śmie czuć się szczęśliwym i że potrafi. Nadszedł maj i stałam się dziwna. Czułam, że jest mnie dwie. Jedna Natalia ćwiczyła jak szalona, zaliczała wszystko w pierwszych terminach, chociaż wcale nie miała głowy/siły/chęci do nauki, chodziła późno spać, tańczyła całe noce, wciąż się śmiała. Druga mieszkała w mojej głowie i za każdym razem, gdy widziała na uczelni człowieka, którego zna niby doskonale, a jednak w ogóle...pytała się wciąż i wciąż "co ze mną nie tak??"Zadałam to pytanie conajmniej milion razy sama sobie oczywiście. Z nim nie miałam już żadnego kontaktu, co nie zmienia faktu, że kłuło mnie coś w sercu, gdy on zachowywał się jak dzieciak starając się mnie unikać za wszelką cenę.Dlaczego??? Przecież nic mu nie zrobiłam.Zupełnie nie rozumiałam jego zachowania.. I był wciąz tamten chłopak. Nie chciałam z nim być, ale on też nie dawał mi do zrozumienia, że chce być ze mną. To mi się podobało. Bałam się, że po tym fatalnym dwumiesięcznym związku z rozpędu uwikłam się w kolejny, toksyczny, zły i nieprawdziwy. Oparty tylko na namiętności i nieporozumieniach. Byłam i jestem bardzo, podobno ZBYT, czujna. A on po prostu bywał. Czasem widywaliśmy się na uczelni, a raz w tygodniu chodziliśmy na ściankę wspinaczkową, po której jechaliśmy nocnym busem na imprezę. To był nasz mały rytuał. Ja, on i parę innych osób. Tylko w tańcu czułam, że wszystko jest w porządku. On nawet na mnie nie patrzył, podczas gdy pozostali faceci próbowali do mnie dotrzeć. Po szybkim, rytmicznym kawałku DJ niespodziewanie włączył wolną piosenkę. To była płynna, szybka zmiana, której nawet nie zdążyłam zakodować. On był pierwszy, szybszy, pociągnął mnie mocno za rękę, lekko przytulił, patrzył w oczy i właściwie chyba nic nie powiedział. Gdy skończyła się piosenka odsunęłam się od niego, uśmiechnęłam i już po chwili tańczyliśmy jak szaleni, ale po dwóch odległych od siebie końcach parkietu. Nie zniosłabym, gdyby chciał być blisko przez całą imprezę. Dwa tygodnie później znów byliśmy w tym samym miejscu. Nie mógł zbyt wiele tańczyć, bo miał kontuzjowaną nogę:)Siedział i patrzył na parkiet. Wiedziałam, że na mnie. Swiadomośc, że obserwuje każdy mój ruch w tańcu była ekscytująca...Tańczyłam tylko dla niego, chociaż daleko mi było od romantycznego uniesienia i wszystkiego, co związane z damsko-meskimi relacjami. Po chwili usiadłam koło niego, patrzyliśmy na ludzi, powiedział 'bardzo podoba mi się, jak tańczysz..'. Może to głupie, ale odpowiedziałam, że nie chcę go zwieść, nie chcę zranić i nie chcę, żeby czuł się wykorzystany. Zrozumiał w mig, moja bratnia dusza, która uwielbia prędkość, wysokość,życie pełne przygód i ciężką muzykę. Nie myślałam o nim właściwie. Tzn. nie w tych kategoriach, chociaż zdarzało mi się. Takie chwile, jak np. na Juwenaliach, kiedy dołączył do nas późno i czekałam, aż na mnie spojrzy, pocałuje w policzek na powitanie, potraktuje jakoś inaczej, niż tamte inne. Był taki zagadkowy.. I wtedy przyszła impreza, na którą nie powinnam jechać.To była środa, a w piątek miałam najtrudniejszy egzamin. Ale pojechałam. Nie wiedziałam, czy on będzie, ale postanowiłam, że nie zrobię niczego głupiego. Wypiłam jedno jedyne piwo podczas całej tej nocy i dałam się ponieść:)Bawiłam się wyśmienicie.Nie z nim...ale pojawił się. Zachowywał się tak naturalnie...Tańczyliśmy razem od północy. Mój żywioł. Uśmiech, spojrzenie w oczy, to była cała gra, która mnie nakręcała i nakręcała. Zrobiłam krok do tyłu, przyciągnęłam go do siebie wzrokiem. Znów krok do tyłu, on krok do przodu. Jeszcze parę kolejnych...już nie widziałam tańczących ludzi, bo oddzielały nas od nich schody. Poczułam ścianę za plecami, przyparł mnie do niej i kiedy pocałował zachowałam się tak, jakbym sama tego tak strasznie chciała...więc widocznie chciałam..? c.d.n....:)