KSIEGA

LINKI

Sylvia
Milos
Olcia
Natalia
Niebie
Efcia
Miś
Jadzia
Zapach zieleni
Joe
Ines

ARCHIWUM

2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień



Ownlog

design by gingery


Link 11.08.2006 :: 19:05 Komentuj (5)

Dalsza część mojej historii z czasu nieobecności...bo tamta smutna o nim aż mnie razi:]

 Dziwnie było przyzwyczaić się do życia bez stałego chłopaka. Gładko przeszłam z jednego związku do drugiego, a tutaj nagle nie mam i NIE CHCĘ mieć nikogo. Im więcej roiło się wokół mnie facetów, tym mniej chciałam któregokolwiek z nich. Nie chciałam, żeby ostatnie wydarzenia nadszarpnęły moją pewność siebie...Nie uciekłam od sportu. Wyrzuciłam 129 zł na karnet na największą siłownię w Katowicach, chodziłam tam codziennie, wyłączałam się. Biegałam, ćwiczyłam w domu. W autobusie słuchałam dołujących piosenek i wszystko wracało, nie umiałam walczyć z ogarniająca mnie beznadzieją. Bardzo często traciłam kontakt z rzeczywistością...Chociaż starałam się tego nie robić, wynajdowałam sobie coraz to nowe zajęcia. Zapisałam się na tańce, uwielbiam to...wpadłam w wir imprez, tańca do rana. Czułam, że żyję...Nie dopuszczałam blisko siebie żadnych facetów. Wszystkich trzymałam na przepisowy, nieznośny dla nich dystans...

Pewnego dnia dowiedziałam się o wyjeździe na jurajskie skałki. Miałam na te dni zaplanowany wyjazd w góry do rodziny, ale wykonałam jeden telefon do mamy i powiedziałam, że bardzo mi to pomoże...

Wyjechałam. Cztery dni bez przerwy lało, a my wędrowaliśmy, rozbijaliśmy obozowiska w różnych miejscach, paliliśmy jakimś cudem ognisko, rozmawialiśmy mnóstwo, wpinaliśmy się, przeszliśmy jaskinię, walczyliśmy o jedzenie (o dziwo piwo zawsze było;)), poznawaliśmy się, robiliśmy głupie rzeczy, kąpaliśmy się w lodowatym zalewie, graliśmy w paintball, w mafię, w chowanego, śpiewaliśmy, biegaliśmy w ciemnościach po nieznanych lasach. To tylko/aż cztery dni.

Nie znałam nikogo z tamtej ekipy, natomiast oni wszyscy siebie doskonale. Na peronie podszedł do mnie chłopak i powiedział: "ciebie jeszcze nie znam", uśmiechnął się, przedstawił. Zwracał na siebie uwagę. Pewny siebie, zaradny, wszystko potrafił zrobić, wszystkim pomagał, każdy go o coś pytał. Cudownie się wspinał i niczego się nie bał. Był taki..zimny, niedostępny. Spojrzał na mnie, gdy siedział po drugiej stronie ogniska, a zaraz potem rozmawiał ze swoją koleżanką i o mnie już zapominał:) Oczywiście nieziemsko mi się to podobało. Wszyscy faceci mnie obskakiwali, a on...bardzo mi siebie dawkował. O północy zaczęliśmy grę w stylu podchodów i jakimś cudem zostałam z nim sama, biegaliśmy w egipskich ciemnościach, gadaliśmy i śmialiśmy się. Spędziliśmy ze sobą czas aż do 5 nad ranem. Kolejnego dnia i kolejnego tak samo. Włóczyliśmy się, a do namiotów wracaliśmy nad ranem:)

A mimo to dalej był, był, a potem uciekał!! Ale mnie to nurtowało:)

I nieziemsko pociągało to, jak sobie radzi w każdej sytuacji.  I jaki jest tajemniczy.

Ostatniej nocy było tak lodowato, że mieliśmy się poddać i wrócić do domu dzień wcześniej. Ale zmotywowałam grupę i zostaliśmy;) rozbijalismy się o 22 byle gdzie..o ognisku nie było mowy. Po prostu zamarzaliśmy. Niektórzy poszli spać, a pozostała ósemka wbiła do jednego namiotu. Od razu zrobiło się cieplej..:)))Brzuch mi pękał ze śmiechu!! Bawiliśmy się jak dzieci, na hasło "roszada" każdy musiał zmienić swoje miejsce, a było naprawdę ciasno..:Dw pewnym momencie zarządziliśmy chwilową ciszę, a wtedy poczułam, że ktoś leciutko dotyka mojej dłoni..:)To było takie hmm...zaskoczyło mnie zupełnie, a poza tym było bardzo niewinne i aż niepasujące mi do niego:)To była dziwna noc..

Gdy zobaczyliśmy się rano spojrzał mi głęboko w oczy i nawet się nie uśmiechnął!!!

ciąg dalszy nastąpi...:]