LINKI
SylviaARCHIWUM
2012design by gingery
Link 11.08.2006 :: 19:05 Komentuj (5) Dalsza część mojej historii z czasu nieobecności...bo tamta smutna o nim aż mnie razi:] Dziwnie było przyzwyczaić się do życia bez stałego chłopaka. Gładko przeszłam z jednego związku do drugiego, a tutaj nagle nie mam i NIE CHCĘ mieć nikogo. Im więcej roiło się wokół mnie facetów, tym mniej chciałam któregokolwiek z nich. Nie chciałam, żeby ostatnie wydarzenia nadszarpnęły moją pewność siebie...Nie uciekłam od sportu. Wyrzuciłam 129 zł na karnet na największą siłownię w Katowicach, chodziłam tam codziennie, wyłączałam się. Biegałam, ćwiczyłam w domu. W autobusie słuchałam dołujących piosenek i wszystko wracało, nie umiałam walczyć z ogarniająca mnie beznadzieją. Bardzo często traciłam kontakt z rzeczywistością...Chociaż starałam się tego nie robić, wynajdowałam sobie coraz to nowe zajęcia. Zapisałam się na tańce, uwielbiam to...wpadłam w wir imprez, tańca do rana. Czułam, że żyję...Nie dopuszczałam blisko siebie żadnych facetów. Wszystkich trzymałam na przepisowy, nieznośny dla nich dystans... Pewnego dnia dowiedziałam się o wyjeździe na jurajskie skałki. Miałam na te dni zaplanowany wyjazd w góry do rodziny, ale wykonałam jeden telefon do mamy i powiedziałam, że bardzo mi to pomoże... Wyjechałam. Cztery dni bez przerwy lało, a my wędrowaliśmy, rozbijaliśmy obozowiska w różnych miejscach, paliliśmy jakimś cudem ognisko, rozmawialiśmy mnóstwo, wpinaliśmy się, przeszliśmy jaskinię, walczyliśmy o jedzenie (o dziwo piwo zawsze było;)), poznawaliśmy się, robiliśmy głupie rzeczy, kąpaliśmy się w lodowatym zalewie, graliśmy w paintball, w mafię, w chowanego, śpiewaliśmy, biegaliśmy w ciemnościach po nieznanych lasach. To tylko/aż cztery dni. Nie znałam nikogo z tamtej ekipy, natomiast oni wszyscy siebie doskonale. Na peronie podszedł do mnie chłopak i powiedział: "ciebie jeszcze nie znam", uśmiechnął się, przedstawił. Zwracał na siebie uwagę. Pewny siebie, zaradny, wszystko potrafił zrobić, wszystkim pomagał, każdy go o coś pytał. Cudownie się wspinał i niczego się nie bał. Był taki..zimny, niedostępny. Spojrzał na mnie, gdy siedział po drugiej stronie ogniska, a zaraz potem rozmawiał ze swoją koleżanką i o mnie już zapominał:) Oczywiście nieziemsko mi się to podobało. Wszyscy faceci mnie obskakiwali, a on...bardzo mi siebie dawkował. O północy zaczęliśmy grę w stylu podchodów i jakimś cudem zostałam z nim sama, biegaliśmy w egipskich ciemnościach, gadaliśmy i śmialiśmy się. Spędziliśmy ze sobą czas aż do 5 nad ranem. Kolejnego dnia i kolejnego tak samo. Włóczyliśmy się, a do namiotów wracaliśmy nad ranem:) A mimo to dalej był, był, a potem uciekał!! Ale mnie to nurtowało:) I nieziemsko pociągało to, jak sobie radzi w każdej sytuacji. I jaki jest tajemniczy. Ostatniej nocy było tak lodowato, że mieliśmy się poddać i wrócić do domu dzień wcześniej. Ale zmotywowałam grupę i zostaliśmy;) rozbijalismy się o 22 byle gdzie..o ognisku nie było mowy. Po prostu zamarzaliśmy. Niektórzy poszli spać, a pozostała ósemka wbiła do jednego namiotu. Od razu zrobiło się cieplej..:)))Brzuch mi pękał ze śmiechu!! Bawiliśmy się jak dzieci, na hasło "roszada" każdy musiał zmienić swoje miejsce, a było naprawdę ciasno..:Dw pewnym momencie zarządziliśmy chwilową ciszę, a wtedy poczułam, że ktoś leciutko dotyka mojej dłoni..:)To było takie hmm...zaskoczyło mnie zupełnie, a poza tym było bardzo niewinne i aż niepasujące mi do niego:)To była dziwna noc.. Gdy zobaczyliśmy się rano spojrzał mi głęboko w oczy i nawet się nie uśmiechnął!!! ciąg dalszy nastąpi...:]