KSIEGA

LINKI

Sylvia
Milos
Olcia
Natalia
Niebie
Efcia
Miś
Jadzia
Zapach zieleni
Joe
Ines

ARCHIWUM

2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień



Ownlog

design by gingery


Link 07.08.2006 :: 01:21 Komentuj (12)

Kłamstwa, krzywda, upokorzenie, bezradność, nieświadomość własnego "chcę", ogromny ucisk w żołądku-to wszystko, mam nadzieję, jest już daleko za mną.

 Wpadłam w dołek, którego nie życzę największemu nawet wrogowi. Nie spodziewałam się po sobie zdolności do tak wielkiego przygnębienia. Informuję, że jestem w stanie popaść w Przygnębienie Totalne.

 Trzy miesiące to zbyt krótki czas na dwa burzliwe rozstania.

W grudniu pewien ktoś zaczął bywać przy mnie na tyle często, żeby zawrócić mi w głowie. Byłam znudzona dwuletnim związkiem z Łukaszem i widocznie potrzebowałam wielkiej dawki szaleństwa. Zaserwowałam sobie ją rozpoczynając ciąg zdarzeń, których nigdy być nie powinno. Wystarczyła jedna impreza, dużo tańca i mało alkoholu, żebym pozwoliła mu odwozić się do domu, nazywać tą wyśnioną, zabierać się w rozmaite miejsca, spędzać z nim mnóstwo czasu, wyjechać dwa razy na narty, spędzić stanowczo zbyt wiele upojnych nocy z nim, z człowiekiem, który zawsze miał dla mnie czas i zawsze był na każde moje zawołanie, spędzając z mig każdą zachciankę.

Bum, wyjeżdzamy. Bum, spędzamy szalone godziny na stoku. Bum, całujemy się na śniegu, zmarznięci, pod gwiazdami, nawet nie odpinając nart. Bum, patrzymy sobie głęboko w oczy nad płomieniem świecy. Bum, stajemy się kochankami, którzy nie potrafią się pohamować.

 Wpadłam w to. Oczywiście z Łukaszem zerwałam. Dałam sobie przyzwolenie na dwa burzliwe miesiące nowego związku, pełnego czułości, słów, rozmów, seksu, szalonych pomysłów i planów. Wszystko zdarzyło się o wiele za szybko. Nagle okazało się, że to, co przerabiałam z Łukaszem przez dwa lata, dostałam od Niego w ciągu zaledwie dwóch miesięcy. I wypaliłam się...któregoś poranka obudziłam się wcześniej od niego..Patrzyłam na cudowne ciało, ciemne rzęsy, ciemne włosy, był taki przystojny, taki idealny...I zapytałam: "co ja tutaj robię? z TYM człowiekiem?"

Zaserwowałam sobie zimny prysznic, powtarzając "przeciez go kocham"

Przyznajcie, że głupie.

Dwunastego lutego pocałował mnie w pociągu i powiedział, że nie wyobraża sobie życia beze mnie.

Piętnastego już wiedziałam, że to koniec.

Chciał, żebym była jego własnością, podobnie jak drogie auto, drogi motor i drogie ciuchy. Sceny zazdrości na imprezach doprowadzały mnie do...płaczu, nawet nie do pasji, ale płaczu..Bo już wiedziałam, że tak strasznie się pomyliliśmy.

 

To były cudowne dwa miesiące. Nigdy wcześnieje nie czułam tego żaru. Mogłam wszystko. Nie doszliśmy do słowa "kocham", wyhamowaliśmy tuż przed nim, powiedział: "tyle razy chciałem już powiedzieć, że cię kocham"

 

Bum. Nie pasowaliśmy do siebie. Nie słuchalam go i zaczęłam się buntować, bo chciałam wciąż być wolna. On wciąż uparcie zazdrosny. Powiedział: "niektóre twoje zachowania mnie przerażają". Powiedział: "nie jest dobrze mieć zbyt mądrą dziewczynę"

Byłam ślepa. Trzy imprezy, trzy kłótnie, trzy awantury i jego decyzja: "nie potrafię", która była jakby czytaniem w moich myślach...

Banał. Rozstaliśmy się, pozostał niesmak po jego słowach, tak tandetnych, tak żałosnych: "kocham, ale nie umiem z tobą być"

Płakałam dnie i noce. Nagle wmówiłam sobie, że on jest moim powietrzem. Nie jadłam. Nie chciałam wstawać z łózka. Nie śmiałam się. Myślałam: CO ZE MNĄ NIE TAK??

Przyjechał do mnie pewnego lodowatego dnia. Płakał jak dziecko. Załamałam się. On sobie nie radził sam ze sobą. Na mnie tym bardziej nie miał już siły..

A potem toksyczne miesiące. Wiecie jak to jest, kiedy się go widzi...człowieka, którego smak, dotyk, głos jest tak doskonale znany...i nie odzywa się do tego kogoś ani słowem, ani słowem..Bo ten ktoś cię unika i robi wszystko, żeby nie spojrzeć sobie w oczy.

 

Pewnego dnia weszłam na bloga, tak dobrze znane miejsce...wykasowałam go nie zastanawiając się ani chwili, nie kopiując ani jednej notki. Moje życie aż do czasów Iksa. Wszystko poszło, bo nie chciałam mieć ani jego prezentów, ani kwiatów od niego, ani jego nr telefonu, ani kart, w które z nim grałam, ani karnetów na wyciąg, ani listów.

Dostałam to, co sama chciałam zrobić. Ale mocno zdołował mnie fakt, że ktoś chce tego samego. Że ja oddałam mu się cała-wiem, nie powinnam-a on nagle nie chce.

 

Teraz doszłam do siebie, a on zrezygnował ze studiów na mojej uczelni. Więcej nie będę o nim pisała, ale chciałam wyjasnić...Powiedzieć, dlaczego uciekłam:)

O nowościach napiszę lada dzień!

Witam wszystkie kochane czytelniczki, tęskniłam za Wami...