Kłamstwa, krzywda, upokorzenie, bezradność, nieświadomość własnego "chcę", ogromny ucisk w żołądku-to wszystko, mam nadzieję, jest już daleko za mną.
Wpadłam w dołek, którego nie życzę największemu nawet wrogowi. Nie spodziewałam się po sobie zdolności do tak wielkiego przygnębienia. Informuję, że jestem w stanie popaść w Przygnębienie Totalne.
Trzy miesiące to zbyt krótki czas na dwa burzliwe rozstania.
W grudniu pewien ktoś zaczął bywać przy mnie na tyle często, żeby zawrócić mi w głowie. Byłam znudzona dwuletnim związkiem z Łukaszem i widocznie potrzebowałam wielkiej dawki szaleństwa. Zaserwowałam sobie ją rozpoczynając ciąg zdarzeń, których nigdy być nie powinno. Wystarczyła jedna impreza, dużo tańca i mało alkoholu, żebym pozwoliła mu odwozić się do domu, nazywać tą wyśnioną, zabierać się w rozmaite miejsca, spędzać z nim mnóstwo czasu, wyjechać dwa razy na narty, spędzić stanowczo zbyt wiele upojnych nocy z nim, z człowiekiem, który zawsze miał dla mnie czas i zawsze był na każde moje zawołanie, spędzając z mig każdą zachciankę.
Bum, wyjeżdzamy. Bum, spędzamy szalone godziny na stoku. Bum, całujemy się na śniegu, zmarznięci, pod gwiazdami, nawet nie odpinając nart. Bum, patrzymy sobie głęboko w oczy nad płomieniem świecy. Bum, stajemy się kochankami, którzy nie potrafią się pohamować.
Wpadłam w to. Oczywiście z Łukaszem zerwałam. Dałam sobie przyzwolenie na dwa burzliwe miesiące nowego związku, pełnego czułości, słów, rozmów, seksu, szalonych pomysłów i planów. Wszystko zdarzyło się o wiele za szybko. Nagle okazało się, że to, co przerabiałam z Łukaszem przez dwa lata, dostałam od Niego w ciągu zaledwie dwóch miesięcy. I wypaliłam się...któregoś poranka obudziłam się wcześniej od niego..Patrzyłam na cudowne ciało, ciemne rzęsy, ciemne włosy, był taki przystojny, taki idealny...I zapytałam: "co ja tutaj robię? z TYM człowiekiem?"
Zaserwowałam sobie zimny prysznic, powtarzając "przeciez go kocham"
Przyznajcie, że głupie.
Dwunastego lutego pocałował mnie w pociągu i powiedział, że nie wyobraża sobie życia beze mnie.
Piętnastego już wiedziałam, że to koniec.
Chciał, żebym była jego własnością, podobnie jak drogie auto, drogi motor i drogie ciuchy. Sceny zazdrości na imprezach doprowadzały mnie do...płaczu, nawet nie do pasji, ale płaczu..Bo już wiedziałam, że tak strasznie się pomyliliśmy.
To były cudowne dwa miesiące. Nigdy wcześnieje nie czułam tego żaru. Mogłam wszystko. Nie doszliśmy do słowa "kocham", wyhamowaliśmy tuż przed nim, powiedział: "tyle razy chciałem już powiedzieć, że cię kocham"
Bum. Nie pasowaliśmy do siebie. Nie słuchalam go i zaczęłam się buntować, bo chciałam wciąż być wolna. On wciąż uparcie zazdrosny. Powiedział: "niektóre twoje zachowania mnie przerażają". Powiedział: "nie jest dobrze mieć zbyt mądrą dziewczynę"
Byłam ślepa. Trzy imprezy, trzy kłótnie, trzy awantury i jego decyzja: "nie potrafię", która była jakby czytaniem w moich myślach...
Banał. Rozstaliśmy się, pozostał niesmak po jego słowach, tak tandetnych, tak żałosnych: "kocham, ale nie umiem z tobą być"
Płakałam dnie i noce. Nagle wmówiłam sobie, że on jest moim powietrzem. Nie jadłam. Nie chciałam wstawać z łózka. Nie śmiałam się. Myślałam: CO ZE MNĄ NIE TAK??
Przyjechał do mnie pewnego lodowatego dnia. Płakał jak dziecko. Załamałam się. On sobie nie radził sam ze sobą. Na mnie tym bardziej nie miał już siły..
A potem toksyczne miesiące. Wiecie jak to jest, kiedy się go widzi...człowieka, którego smak, dotyk, głos jest tak doskonale znany...i nie odzywa się do tego kogoś ani słowem, ani słowem..Bo ten ktoś cię unika i robi wszystko, żeby nie spojrzeć sobie w oczy.
Pewnego dnia weszłam na bloga, tak dobrze znane miejsce...wykasowałam go nie zastanawiając się ani chwili, nie kopiując ani jednej notki. Moje życie aż do czasów Iksa. Wszystko poszło, bo nie chciałam mieć ani jego prezentów, ani kwiatów od niego, ani jego nr telefonu, ani kart, w które z nim grałam, ani karnetów na wyciąg, ani listów.
Dostałam to, co sama chciałam zrobić. Ale mocno zdołował mnie fakt, że ktoś chce tego samego. Że ja oddałam mu się cała-wiem, nie powinnam-a on nagle nie chce.
Teraz doszłam do siebie, a on zrezygnował ze studiów na mojej uczelni. Więcej nie będę o nim pisała, ale chciałam wyjasnić...Powiedzieć, dlaczego uciekłam:)
O nowościach napiszę lada dzień!
Witam wszystkie kochane czytelniczki, tęskniłam za Wami...
zapach-zieleni 10.08.2006, 12:39
najważniejsze, że umiałaś się podnieść. z każdego zdarzenia trzeba umieć wyciągnąć wnioski i iść dalej. Tobie się udało! cieszę się, że jesteś spowrotem:*
Olcia 10.08.2006, 11:14
powinnam do Ciebie jechac,przełożyć Cię przez kolano i sprzedać Ci kilka mocniejszych klapsów! tyle czasu!! tyle czasu!!!! kobieto!!! ehhh
rozumiem zerwanie.sama już nie jestem z Ł. od roku i dziękuje sobie za to każdego dnia.miałam po drodze kilka romansów i 2 z nich wspominam tak ,jak Ty...
to jest chyba wspólny mianownik ich,że są zbyt intensywne,zbyt absorbujące i człowiek z wiru szczęścia wlatuje nagle na zimne kamienie i z bólem głowy uświadamia sobie,że to szczęście jest ulotne i trzeba isć dalej.wiem ,co czujesz...przerabiałam to.
i wiedz też,że jak po każdej burzy-tak i po tej -przychodzi czas spokoju.
tak będzie na pewno.
:*
ewcia 09.08.2006, 14:40
Na błędach się człowiek podobno najlepiej uczy, szkoda tylko że na swoich, a nie na cudzych. Chyba ktoś kiedyś powiedział, że z każdym dniem o ten dzień jesteśmy mądrzejsi. Widzisz, Ty już jesteś mądrzejsza o te kilka miesięcy i to, co było piękne, szalone i wspaniałe zapamiętaj, a resztę zostaw za sobą. Czas z tym zrobi co trzeba. A Ty idz na spacer, nazbieraj kwiatków i korzystaj z wolności - w każdym tego słowa rozumieniu:)
Dobrze, że już jesteś:*
nessaja 09.08.2006, 11:30
Prawda :))
sylwia 08.08.2006, 21:11
oj kobieto jak ja za toba tesknilam to nawet nie masz pojecia!!
a teraz nowe zycie przed toba?w kazdym badz razie wracasz bardziej doswiadczona.
Dokładnie, zachowaj w pamięci te dobre chwile, a te złe z pewnością Cię wzmocnią i sprawią , że będziesz silniejsza i mądrzejsza na przyszłość!
A nawiasem to ja nie chce nigdy przeżyć rozstania tym bardziej , że Kocham i chce nadal Kochac ;*
ja zapewne jestem od Ciebie młodsza. Jestem z T. dwa lata i nie widzę życia bez Niego... może ty Go w ogóle nie kochałaś...
a jeśli chodzi o drugi związek to nie wiem... może coś z tego wyjdzie?
pozdrawiam (;
miś. vel. turqs. 07.08.2006, 11:20
oj Ty Babo.
dobrze, że wróciłaś.
młoda jesteś. i młodość ma swoje prawa no nie? czasami się zastanawiam czy mi nei brakuje czegoś takiego właśnie. pełnego żaru krótkiego związki. ale Piotrka juz raz prawie straciłam. i nie był to przyjemny okraz w moim życiu.
dobrze, że doszłaś do siebie.
:) :*
nastukana 07.08.2006, 11:12
Znalazlam Cie! Ciesze sie, ze jestes znowu!
Jestesmy jeszcze mlode, mamy czas na bledy. Wazne, zeby z nich wyciagac wnoski, nabierac doswiadczenia, uczyc sie...i nie powtarzac.
Pozdrowienia za Szkocji!
życie pełne emocji, szaleństwa. czasami wszystkim tego potrzeba. szkoda tylko, że przypłaciłaś to takim dołkiem.. ale chyba warto zachować w pamięci tylko te szalone dwa miesiące. z tego, co było później, wyciągnij wnioski, ale nie rozpamiętuj. nie ma po co.
Kłamstwa, krzywda, upokorzenie, bezradność, nieświadomość własnego "chcę", ogromny ucisk w żołądku-to wszystko, mam nadzieję, jest już daleko za mną.
Wpadłam w dołek, którego nie życzę największemu nawet wrogowi. Nie spodziewałam się po sobie zdolności do tak wielkiego przygnębienia. Informuję, że jestem w stanie popaść w Przygnębienie Totalne.
Trzy miesiące to zbyt krótki czas na dwa burzliwe rozstania.
W grudniu pewien ktoś zaczął bywać przy mnie na tyle często, żeby zawrócić mi w głowie. Byłam znudzona dwuletnim związkiem z Łukaszem i widocznie potrzebowałam wielkiej dawki szaleństwa. Zaserwowałam sobie ją rozpoczynając ciąg zdarzeń, których nigdy być nie powinno. Wystarczyła jedna impreza, dużo tańca i mało alkoholu, żebym pozwoliła mu odwozić się do domu, nazywać tą wyśnioną, zabierać się w rozmaite miejsca, spędzać z nim mnóstwo czasu, wyjechać dwa razy na narty, spędzić stanowczo zbyt wiele upojnych nocy z nim, z człowiekiem, który zawsze miał dla mnie czas i zawsze był na każde moje zawołanie, spędzając z mig każdą zachciankę.
Bum, wyjeżdzamy. Bum, spędzamy szalone godziny na stoku. Bum, całujemy się na śniegu, zmarznięci, pod gwiazdami, nawet nie odpinając nart. Bum, patrzymy sobie głęboko w oczy nad płomieniem świecy. Bum, stajemy się kochankami, którzy nie potrafią się pohamować.
Wpadłam w to. Oczywiście z Łukaszem zerwałam. Dałam sobie przyzwolenie na dwa burzliwe miesiące nowego związku, pełnego czułości, słów, rozmów, seksu, szalonych pomysłów i planów. Wszystko zdarzyło się o wiele za szybko. Nagle okazało się, że to, co przerabiałam z Łukaszem przez dwa lata, dostałam od Niego w ciągu zaledwie dwóch miesięcy. I wypaliłam się...któregoś poranka obudziłam się wcześniej od niego..Patrzyłam na cudowne ciało, ciemne rzęsy, ciemne włosy, był taki przystojny, taki idealny...I zapytałam: "co ja tutaj robię? z TYM człowiekiem?"
Zaserwowałam sobie zimny prysznic, powtarzając "przeciez go kocham"
Przyznajcie, że głupie.
Dwunastego lutego pocałował mnie w pociągu i powiedział, że nie wyobraża sobie życia beze mnie.
Piętnastego już wiedziałam, że to koniec.
Chciał, żebym była jego własnością, podobnie jak drogie auto, drogi motor i drogie ciuchy. Sceny zazdrości na imprezach doprowadzały mnie do...płaczu, nawet nie do pasji, ale płaczu..Bo już wiedziałam, że tak strasznie się pomyliliśmy.
To były cudowne dwa miesiące. Nigdy wcześnieje nie czułam tego żaru. Mogłam wszystko. Nie doszliśmy do słowa "kocham", wyhamowaliśmy tuż przed nim, powiedział: "tyle razy chciałem już powiedzieć, że cię kocham"
Bum. Nie pasowaliśmy do siebie. Nie słuchalam go i zaczęłam się buntować, bo chciałam wciąż być wolna. On wciąż uparcie zazdrosny. Powiedział: "niektóre twoje zachowania mnie przerażają". Powiedział: "nie jest dobrze mieć zbyt mądrą dziewczynę"
Byłam ślepa. Trzy imprezy, trzy kłótnie, trzy awantury i jego decyzja: "nie potrafię", która była jakby czytaniem w moich myślach...
Banał. Rozstaliśmy się, pozostał niesmak po jego słowach, tak tandetnych, tak żałosnych: "kocham, ale nie umiem z tobą być"
Płakałam dnie i noce. Nagle wmówiłam sobie, że on jest moim powietrzem. Nie jadłam. Nie chciałam wstawać z łózka. Nie śmiałam się. Myślałam: CO ZE MNĄ NIE TAK??
Przyjechał do mnie pewnego lodowatego dnia. Płakał jak dziecko. Załamałam się. On sobie nie radził sam ze sobą. Na mnie tym bardziej nie miał już siły..
A potem toksyczne miesiące. Wiecie jak to jest, kiedy się go widzi...człowieka, którego smak, dotyk, głos jest tak doskonale znany...i nie odzywa się do tego kogoś ani słowem, ani słowem..Bo ten ktoś cię unika i robi wszystko, żeby nie spojrzeć sobie w oczy.
Pewnego dnia weszłam na bloga, tak dobrze znane miejsce...wykasowałam go nie zastanawiając się ani chwili, nie kopiując ani jednej notki. Moje życie aż do czasów Iksa. Wszystko poszło, bo nie chciałam mieć ani jego prezentów, ani kwiatów od niego, ani jego nr telefonu, ani kart, w które z nim grałam, ani karnetów na wyciąg, ani listów.
Dostałam to, co sama chciałam zrobić. Ale mocno zdołował mnie fakt, że ktoś chce tego samego. Że ja oddałam mu się cała-wiem, nie powinnam-a on nagle nie chce.
Teraz doszłam do siebie, a on zrezygnował ze studiów na mojej uczelni. Więcej nie będę o nim pisała, ale chciałam wyjasnić...Powiedzieć, dlaczego uciekłam:)
O nowościach napiszę lada dzień!
Witam wszystkie kochane czytelniczki, tęskniłam za Wami...
zapach-zieleni 10.08.2006, 12:39
najważniejsze, że umiałaś się podnieść. z każdego zdarzenia trzeba umieć wyciągnąć wnioski i iść dalej. Tobie się udało! cieszę się, że jesteś spowrotem:*
Olcia 10.08.2006, 11:14
powinnam do Ciebie jechac,przełożyć Cię przez kolano i sprzedać Ci kilka mocniejszych klapsów! tyle czasu!! tyle czasu!!!! kobieto!!! ehhh
rozumiem zerwanie.sama już nie jestem z Ł. od roku i dziękuje sobie za to każdego dnia.miałam po drodze kilka romansów i 2 z nich wspominam tak ,jak Ty...
to jest chyba wspólny mianownik ich,że są zbyt intensywne,zbyt absorbujące i człowiek z wiru szczęścia wlatuje nagle na zimne kamienie i z bólem głowy uświadamia sobie,że to szczęście jest ulotne i trzeba isć dalej.wiem ,co czujesz...przerabiałam to.
i wiedz też,że jak po każdej burzy-tak i po tej -przychodzi czas spokoju.
tak będzie na pewno.
:*
ewcia 09.08.2006, 14:40
Na błędach się człowiek podobno najlepiej uczy, szkoda tylko że na swoich, a nie na cudzych. Chyba ktoś kiedyś powiedział, że z każdym dniem o ten dzień jesteśmy mądrzejsi. Widzisz, Ty już jesteś mądrzejsza o te kilka miesięcy i to, co było piękne, szalone i wspaniałe zapamiętaj, a resztę zostaw za sobą. Czas z tym zrobi co trzeba. A Ty idz na spacer, nazbieraj kwiatków i korzystaj z wolności - w każdym tego słowa rozumieniu:)
Dobrze, że już jesteś:*
nessaja 09.08.2006, 11:30
Prawda :))
sylwia 08.08.2006, 21:11
oj kobieto jak ja za toba tesknilam to nawet nie masz pojecia!!
a teraz nowe zycie przed toba?w kazdym badz razie wracasz bardziej doswiadczona.
aspirine 08.08.2006, 17:22
Hahahaha , nie, nie to nie Kazik ;D
angie 08.08.2006, 15:56
znalazłam Twoj adres gdzies na blogu.tylko nie wiem czy mam tu jeszcze prawo zagladac.wiec na razie tylko pytam
aspirine 07.08.2006, 13:53
Dokładnie, zachowaj w pamięci te dobre chwile, a te złe z pewnością Cię wzmocnią i sprawią , że będziesz silniejsza i mądrzejsza na przyszłość!
A nawiasem to ja nie chce nigdy przeżyć rozstania tym bardziej , że Kocham i chce nadal Kochac ;*
Witamy ! ;)
nessaja 07.08.2006, 12:18
ja zapewne jestem od Ciebie młodsza. Jestem z T. dwa lata i nie widzę życia bez Niego... może ty Go w ogóle nie kochałaś...
a jeśli chodzi o drugi związek to nie wiem... może coś z tego wyjdzie?
pozdrawiam (;
miś. vel. turqs. 07.08.2006, 11:20
oj Ty Babo.
dobrze, że wróciłaś.
młoda jesteś. i młodość ma swoje prawa no nie? czasami się zastanawiam czy mi nei brakuje czegoś takiego właśnie. pełnego żaru krótkiego związki. ale Piotrka juz raz prawie straciłam. i nie był to przyjemny okraz w moim życiu.
dobrze, że doszłaś do siebie.
:) :*
nastukana 07.08.2006, 11:12
Znalazlam Cie! Ciesze sie, ze jestes znowu!
Jestesmy jeszcze mlode, mamy czas na bledy. Wazne, zeby z nich wyciagac wnoski, nabierac doswiadczenia, uczyc sie...i nie powtarzac.
Pozdrowienia za Szkocji!
notospoko 07.08.2006, 07:37
życie pełne emocji, szaleństwa. czasami wszystkim tego potrzeba. szkoda tylko, że przypłaciłaś to takim dołkiem.. ale chyba warto zachować w pamięci tylko te szalone dwa miesiące. z tego, co było później, wyciągnij wnioski, ale nie rozpamiętuj. nie ma po co.
P.S. też tęskniłam! ;*