LINKI
SylviaARCHIWUM
2011design by gingery
Link 23.11.2009 :: 23:36 Komentuj (0) When you get what you want but not what you need ...pociąg, wracamy do domu. Rozmawiamy na stacji o bzdurach, całą ekipką, myślę sobie, że usiądzie gdzieś koło mnie, ale on skręca do innego przedziału, a do tego 'mojego' wpada tylko na chwilę, żeby się ze mną pożegnać i znów być takim trochę poważnym. Maj...Cały ten miesiąc zleciał jak szalony. Kiedyś, gdy jechałam na narty już bez niego..., była zima, niby wszystko takie samo, Szczyrk taki jak zawsze, taki jak wtedy, gdy powiedział na stoku "Natalko, pocałuj mnie..." i wtedy, gdy noce były tylko nasze, bajeczne, nasze, bajeczne...Jechałam na te narty bez niego, przybita zbyt świeżymi wspomnieniami i żalem, w radio rozbrzmiewał paradoksalnie wesoły kawałek "...i wtedy przyszedł maj, zawitał w moim sercu, zgubiłam cały żal..poczułam co to szczęście, tylko szczęście..." itd. Byłam wściekła, że ktokolwiek śmie czuć się szczęśliwym i że potrafi. Nadszedł maj i stałam się dziwna. Czułam, że jest mnie dwie. Jedna Natalia ćwiczyła jak szalona, zaliczała wszystko w pierwszych terminach, chociaż wcale nie miała głowy/siły/chęci do nauki, chodziła późno spać, tańczyła całe noce, wciąż się śmiała. Druga mieszkała w mojej głowie i za każdym razem, gdy widziała na uczelni człowieka, którego zna niby doskonale, a jednak w ogóle...pytała się wciąż i wciąż "co ze mną nie tak??"Zadałam to pytanie conajmniej milion razy sama sobie oczywiście. Z nim nie miałam już żadnego kontaktu, co nie zmienia faktu, że kłuło mnie coś w sercu, gdy on zachowywał się jak dzieciak starając się mnie unikać za wszelką cenę.Dlaczego??? Przecież nic mu nie zrobiłam.Zupełnie nie rozumiałam jego zachowania.. I był wciąz tamten chłopak. Nie chciałam z nim być, ale on też nie dawał mi do zrozumienia, że chce być ze mną. To mi się podobało. Bałam się, że po tym fatalnym dwumiesięcznym związku z rozpędu uwikłam się w kolejny, toksyczny, zły i nieprawdziwy. Oparty tylko na namiętności i nieporozumieniach. Byłam i jestem bardzo, podobno ZBYT, czujna. A on po prostu bywał. Czasem widywaliśmy się na uczelni, a raz w tygodniu chodziliśmy na ściankę wspinaczkową, po której jechaliśmy nocnym busem na imprezę. To był nasz mały rytuał. Ja, on i parę innych osób. Tylko w tańcu czułam, że wszystko jest w porządku. On nawet na mnie nie patrzył, podczas gdy pozostali faceci próbowali do mnie dotrzeć. Po szybkim, rytmicznym kawałku DJ niespodziewanie włączył wolną piosenkę. To była płynna, szybka zmiana, której nawet nie zdążyłam zakodować. On był pierwszy, szybszy, pociągnął mnie mocno za rękę, lekko przytulił, patrzył w oczy i właściwie chyba nic nie powiedział. Gdy skończyła się piosenka odsunęłam się od niego, uśmiechnęłam i już po chwili tańczyliśmy jak szaleni, ale po dwóch odległych od siebie końcach parkietu. Nie zniosłabym, gdyby chciał być blisko przez całą imprezę. Dwa tygodnie później znów byliśmy w tym samym miejscu. Nie mógł zbyt wiele tańczyć, bo miał kontuzjowaną nogę:)Siedział i patrzył na parkiet. Wiedziałam, że na mnie. Swiadomośc, że obserwuje każdy mój ruch w tańcu była ekscytująca...Tańczyłam tylko dla niego, chociaż daleko mi było od romantycznego uniesienia i wszystkiego, co związane z damsko-meskimi relacjami. Po chwili usiadłam koło niego, patrzyliśmy na ludzi, powiedział 'bardzo podoba mi się, jak tańczysz..'. Może to głupie, ale odpowiedziałam, że nie chcę go zwieść, nie chcę zranić i nie chcę, żeby czuł się wykorzystany. Zrozumiał w mig, moja bratnia dusza, która uwielbia prędkość, wysokość,życie pełne przygód i ciężką muzykę. Nie myślałam o nim właściwie. Tzn. nie w tych kategoriach, chociaż zdarzało mi się. Takie chwile, jak np. na Juwenaliach, kiedy dołączył do nas późno i czekałam, aż na mnie spojrzy, pocałuje w policzek na powitanie, potraktuje jakoś inaczej, niż tamte inne. Był taki zagadkowy.. I wtedy przyszła impreza, na którą nie powinnam jechać.To była środa, a w piątek miałam najtrudniejszy egzamin. Ale pojechałam. Nie wiedziałam, czy on będzie, ale postanowiłam, że nie zrobię niczego głupiego. Wypiłam jedno jedyne piwo podczas całej tej nocy i dałam się ponieść:)Bawiłam się wyśmienicie.Nie z nim...ale pojawił się. Zachowywał się tak naturalnie...Tańczyliśmy razem od północy. Mój żywioł. Uśmiech, spojrzenie w oczy, to była cała gra, która mnie nakręcała i nakręcała. Zrobiłam krok do tyłu, przyciągnęłam go do siebie wzrokiem. Znów krok do tyłu, on krok do przodu. Jeszcze parę kolejnych...już nie widziałam tańczących ludzi, bo oddzielały nas od nich schody. Poczułam ścianę za plecami, przyparł mnie do niej i kiedy pocałował zachowałam się tak, jakbym sama tego tak strasznie chciała...więc widocznie chciałam..? c.d.n....:) Dalsza część mojej historii z czasu nieobecności...bo tamta smutna o nim aż mnie razi:] Dziwnie było przyzwyczaić się do życia bez stałego chłopaka. Gładko przeszłam z jednego związku do drugiego, a tutaj nagle nie mam i NIE CHCĘ mieć nikogo. Im więcej roiło się wokół mnie facetów, tym mniej chciałam któregokolwiek z nich. Nie chciałam, żeby ostatnie wydarzenia nadszarpnęły moją pewność siebie...Nie uciekłam od sportu. Wyrzuciłam 129 zł na karnet na największą siłownię w Katowicach, chodziłam tam codziennie, wyłączałam się. Biegałam, ćwiczyłam w domu. W autobusie słuchałam dołujących piosenek i wszystko wracało, nie umiałam walczyć z ogarniająca mnie beznadzieją. Bardzo często traciłam kontakt z rzeczywistością...Chociaż starałam się tego nie robić, wynajdowałam sobie coraz to nowe zajęcia. Zapisałam się na tańce, uwielbiam to...wpadłam w wir imprez, tańca do rana. Czułam, że żyję...Nie dopuszczałam blisko siebie żadnych facetów. Wszystkich trzymałam na przepisowy, nieznośny dla nich dystans... Pewnego dnia dowiedziałam się o wyjeździe na jurajskie skałki. Miałam na te dni zaplanowany wyjazd w góry do rodziny, ale wykonałam jeden telefon do mamy i powiedziałam, że bardzo mi to pomoże... Wyjechałam. Cztery dni bez przerwy lało, a my wędrowaliśmy, rozbijaliśmy obozowiska w różnych miejscach, paliliśmy jakimś cudem ognisko, rozmawialiśmy mnóstwo, wpinaliśmy się, przeszliśmy jaskinię, walczyliśmy o jedzenie (o dziwo piwo zawsze było;)), poznawaliśmy się, robiliśmy głupie rzeczy, kąpaliśmy się w lodowatym zalewie, graliśmy w paintball, w mafię, w chowanego, śpiewaliśmy, biegaliśmy w ciemnościach po nieznanych lasach. To tylko/aż cztery dni. Nie znałam nikogo z tamtej ekipy, natomiast oni wszyscy siebie doskonale. Na peronie podszedł do mnie chłopak i powiedział: "ciebie jeszcze nie znam", uśmiechnął się, przedstawił. Zwracał na siebie uwagę. Pewny siebie, zaradny, wszystko potrafił zrobić, wszystkim pomagał, każdy go o coś pytał. Cudownie się wspinał i niczego się nie bał. Był taki..zimny, niedostępny. Spojrzał na mnie, gdy siedział po drugiej stronie ogniska, a zaraz potem rozmawiał ze swoją koleżanką i o mnie już zapominał:) Oczywiście nieziemsko mi się to podobało. Wszyscy faceci mnie obskakiwali, a on...bardzo mi siebie dawkował. O północy zaczęliśmy grę w stylu podchodów i jakimś cudem zostałam z nim sama, biegaliśmy w egipskich ciemnościach, gadaliśmy i śmialiśmy się. Spędziliśmy ze sobą czas aż do 5 nad ranem. Kolejnego dnia i kolejnego tak samo. Włóczyliśmy się, a do namiotów wracaliśmy nad ranem:) A mimo to dalej był, był, a potem uciekał!! Ale mnie to nurtowało:) I nieziemsko pociągało to, jak sobie radzi w każdej sytuacji. I jaki jest tajemniczy. Ostatniej nocy było tak lodowato, że mieliśmy się poddać i wrócić do domu dzień wcześniej. Ale zmotywowałam grupę i zostaliśmy;) rozbijalismy się o 22 byle gdzie..o ognisku nie było mowy. Po prostu zamarzaliśmy. Niektórzy poszli spać, a pozostała ósemka wbiła do jednego namiotu. Od razu zrobiło się cieplej..:)))Brzuch mi pękał ze śmiechu!! Bawiliśmy się jak dzieci, na hasło "roszada" każdy musiał zmienić swoje miejsce, a było naprawdę ciasno..:Dw pewnym momencie zarządziliśmy chwilową ciszę, a wtedy poczułam, że ktoś leciutko dotyka mojej dłoni..:)To było takie hmm...zaskoczyło mnie zupełnie, a poza tym było bardzo niewinne i aż niepasujące mi do niego:)To była dziwna noc.. Gdy zobaczyliśmy się rano spojrzał mi głęboko w oczy i nawet się nie uśmiechnął!!! ciąg dalszy nastąpi...:] Kłamstwa, krzywda, upokorzenie, bezradność, nieświadomość własnego "chcę", ogromny ucisk w żołądku-to wszystko, mam nadzieję, jest już daleko za mną. Wpadłam w dołek, którego nie życzę największemu nawet wrogowi. Nie spodziewałam się po sobie zdolności do tak wielkiego przygnębienia. Informuję, że jestem w stanie popaść w Przygnębienie Totalne. Trzy miesiące to zbyt krótki czas na dwa burzliwe rozstania. W grudniu pewien ktoś zaczął bywać przy mnie na tyle często, żeby zawrócić mi w głowie. Byłam znudzona dwuletnim związkiem z Łukaszem i widocznie potrzebowałam wielkiej dawki szaleństwa. Zaserwowałam sobie ją rozpoczynając ciąg zdarzeń, których nigdy być nie powinno. Wystarczyła jedna impreza, dużo tańca i mało alkoholu, żebym pozwoliła mu odwozić się do domu, nazywać tą wyśnioną, zabierać się w rozmaite miejsca, spędzać z nim mnóstwo czasu, wyjechać dwa razy na narty, spędzić stanowczo zbyt wiele upojnych nocy z nim, z człowiekiem, który zawsze miał dla mnie czas i zawsze był na każde moje zawołanie, spędzając z mig każdą zachciankę. Bum, wyjeżdzamy. Bum, spędzamy szalone godziny na stoku. Bum, całujemy się na śniegu, zmarznięci, pod gwiazdami, nawet nie odpinając nart. Bum, patrzymy sobie głęboko w oczy nad płomieniem świecy. Bum, stajemy się kochankami, którzy nie potrafią się pohamować. Wpadłam w to. Oczywiście z Łukaszem zerwałam. Dałam sobie przyzwolenie na dwa burzliwe miesiące nowego związku, pełnego czułości, słów, rozmów, seksu, szalonych pomysłów i planów. Wszystko zdarzyło się o wiele za szybko. Nagle okazało się, że to, co przerabiałam z Łukaszem przez dwa lata, dostałam od Niego w ciągu zaledwie dwóch miesięcy. I wypaliłam się...któregoś poranka obudziłam się wcześniej od niego..Patrzyłam na cudowne ciało, ciemne rzęsy, ciemne włosy, był taki przystojny, taki idealny...I zapytałam: "co ja tutaj robię? z TYM człowiekiem?" Zaserwowałam sobie zimny prysznic, powtarzając "przeciez go kocham" Przyznajcie, że głupie. Dwunastego lutego pocałował mnie w pociągu i powiedział, że nie wyobraża sobie życia beze mnie. Piętnastego już wiedziałam, że to koniec. Chciał, żebym była jego własnością, podobnie jak drogie auto, drogi motor i drogie ciuchy. Sceny zazdrości na imprezach doprowadzały mnie do...płaczu, nawet nie do pasji, ale płaczu..Bo już wiedziałam, że tak strasznie się pomyliliśmy. To były cudowne dwa miesiące. Nigdy wcześnieje nie czułam tego żaru. Mogłam wszystko. Nie doszliśmy do słowa "kocham", wyhamowaliśmy tuż przed nim, powiedział: "tyle razy chciałem już powiedzieć, że cię kocham" Bum. Nie pasowaliśmy do siebie. Nie słuchalam go i zaczęłam się buntować, bo chciałam wciąż być wolna. On wciąż uparcie zazdrosny. Powiedział: "niektóre twoje zachowania mnie przerażają". Powiedział: "nie jest dobrze mieć zbyt mądrą dziewczynę" Byłam ślepa. Trzy imprezy, trzy kłótnie, trzy awantury i jego decyzja: "nie potrafię", która była jakby czytaniem w moich myślach... Banał. Rozstaliśmy się, pozostał niesmak po jego słowach, tak tandetnych, tak żałosnych: "kocham, ale nie umiem z tobą być" Płakałam dnie i noce. Nagle wmówiłam sobie, że on jest moim powietrzem. Nie jadłam. Nie chciałam wstawać z łózka. Nie śmiałam się. Myślałam: CO ZE MNĄ NIE TAK?? Przyjechał do mnie pewnego lodowatego dnia. Płakał jak dziecko. Załamałam się. On sobie nie radził sam ze sobą. Na mnie tym bardziej nie miał już siły.. A potem toksyczne miesiące. Wiecie jak to jest, kiedy się go widzi...człowieka, którego smak, dotyk, głos jest tak doskonale znany...i nie odzywa się do tego kogoś ani słowem, ani słowem..Bo ten ktoś cię unika i robi wszystko, żeby nie spojrzeć sobie w oczy. Pewnego dnia weszłam na bloga, tak dobrze znane miejsce...wykasowałam go nie zastanawiając się ani chwili, nie kopiując ani jednej notki. Moje życie aż do czasów Iksa. Wszystko poszło, bo nie chciałam mieć ani jego prezentów, ani kwiatów od niego, ani jego nr telefonu, ani kart, w które z nim grałam, ani karnetów na wyciąg, ani listów. Dostałam to, co sama chciałam zrobić. Ale mocno zdołował mnie fakt, że ktoś chce tego samego. Że ja oddałam mu się cała-wiem, nie powinnam-a on nagle nie chce. Teraz doszłam do siebie, a on zrezygnował ze studiów na mojej uczelni. Więcej nie będę o nim pisała, ale chciałam wyjasnić...Powiedzieć, dlaczego uciekłam:) O nowościach napiszę lada dzień! Witam wszystkie kochane czytelniczki, tęskniłam za Wami...
Link 20.08.2006 :: 23:06 Komentuj (10)
Napisałam to trzy miesiące temu i bez czytania zapisałam, dziś przypadkiem znalazłam. Podoba się Wam?
Przychodzisz do mnie cały w uśmiechach. Notorycznie. Przebrałeś się za kogoś, kim nigdy nie będziesz i cieszysz się ze swojego sprytu, w który wierzysz jako jedyny na tej planecie. Każdy ten uśmiech jest kłamstwem. To, co czuję, kiedy Cię dotykam nie umie być naiwne. Uśmiecham się do twoich uśmiechów i jest mi wstyd.
Pozwalam ci żyć w fikcji, która właściwie umiera naturalną, ale przyspieszoną śmiercią. Dawno powinnam krzyknąć: NIE MOGĘ!! Chcę mieć władzę. Satysfakcja, dzika satysfakcja, poczucie winy pomieszane z rozkoszą, kiedy mnie pragniesz, rzucasz mnie na łóżko, przygniatasz swoim ciałem, zgarniasz dłońmi, więzisz ustami, językiem…
Kłamię już od dawna. Nigdy ci nie wierzyłam. Zgrzyt. Gdyby go nie było, wszystko mogłoby skończyć się inaczej. Niesmak…ten sam, który poczułam którejś nocy, tuż po wspólnej kąpieli, tuż po tym, kiedy prawie zemdlalam kochając się z tobą w zbyt ciepłej wodzie. Tej nocy, kiedy ubrałam Twoją koszulę. To koniec, myślę sobie, jak można po zabójczo krótkim czasie czuć nic, czuć znudzenie, czuć „Nie Sprawiasz Mi Przyjemności, Kiedy Ze Mną Zasypiasz”?
Budzisz się rano zawsze szybciej ode mnie. Mój ból głowy przypomina: za dużo alkoholu podczas zbyt długiej nocy. Co ja znowu zrobiłam..
Pamiętam. Zapaliłeś świeczki, mnóstwo świeczek, miało być cudownie, był Zgrzyt. To miała być noc, kiedy „się kochamy”, a nie „uprawiamy seks”. Bo te świeczki, bo zmysłowa muzyka, bo twoje ciepłe, namiętne usta tak idealnie pasujące do moich.
Nie uda nam się. Nie można kochać się z kimś, kogo się nie kocha. Nie można kochać się z kimś, kto kocha tylko sam siebie. Nie można się kochać z kimś, kochając kogoś innego. Ostatecznie, nie można.
Okłamujemy siebie uparcie i z nadzieją, że kiedyś poczujemy coś na nowo. Kto pozwolił ci zabrnąć tak daleko? Porcja czegoś dzikiego, porcja zmysłowego, porcja naiwności, może dwie? Za mnie i za ciebie, och to się UDA.
Angielskie słowa o miłości i wolne, bliskie tańce, czuły pocałunek w ucho i wciąż dotyk, dotyk, zbyt wiele dotyku.
Kiedy nie możemy się dotykać, nie potrzebujemy spotkań.
Nasz kontakt to kontakt plytki.
Bądź ze mną płytko, bo inaczej się nie da.
Obiecaj, ale nie dotrzymuj słowa. Roztocz wizje, które nie istnieją chociaż tak bardzo chciałbyś uwierzyć….
Ze to ja jestem tą jedyną. Niepasującą, ale wymarzoną, przeznaczoną, równie mocno zauroczoną…
Powielasz coś, co przed tobą dał mi ktoś inny. Robisz to gorzej. Są spacery bez piosenek, wyznania bez tajemniczości, seks bez czułości, rozmowy bez pasji, kłótnie bez ognia, miejsca bez wspomnień, ranki bez euforii, że to ty leżysz koło mnie, zasnąłeś koło mnie, przytulony, zakochany, wtajemniczony.
Bądzmy sami.
Na pięć minut, dobrze? Tyle nam wystarczy. Przysięgam, obiecuję, ja…zmienię wszystko. Daj mi naszą przeszłosc, której nienawidzę, obiecuję ją przemienić. I tak jej nienawidzisz. Nie chcesz o niej pamiętać. Ale gdy mnie widzisz to wraca. Więc oddaj ją.
Mam…
Mogę ją zgnieść. Uprościć. Po co marnować tak wiele czasu na coś, co nie może być?
Zmieńmy ten czas.
Miesiąc temu biegłam po lotnisku słysząc wybuchy sztucznych ogni i płakałam, minęłam policjantów, nie odbierałam telefonu, nie cieszyłam się na coś, na co powinnam się cieszyć.
To, co zrobilismy sobie nawzajem uparcie za mną chodzi.
Boli, uderza, podcina nogi, kradnie uśmiech w najmniej przyzwoitym momencie, każe być nieszczęśliwą na moment.
Nienawidzę tego.
Jesteś słaby..jak mogę udźwignąć ciebie i jeszcze siebie i nasze marzenia?
Załózmy, że mogę.
Ale bardzo nie chcę.
Zostawię cię. Identycznie, jak ty mnie. Bez miłych wspomnień i bez łez. Z powagą. Z rozmysłem. Z obojętnością. Nie dając zadnych szans na oddech. Uduś się. Ucieknij z mojego życia, zatrzyj obrzydliwe ślady.
„on cię bardzo kocha”
Nigdy cię nie kochałam, kochanie…
Wszystko było „do czasu”
Do czasu twój oddech na moim karku był zapowiedzią czegoś cudownego.
Do czasu twoje miękkie usta były moim marzeniem. Spełnionym.
Do czasu marzyłam o nocach, długich, namiętnych, nocach bez końca, bez ranka, bez czasu, bez hałasu, bez oddechu, bez słów.
Do czasu mogłam być.
Uciekam jak tchórz. Zabierz kłamstwa. Zabierz je wszystkie. Boisz się. Zawsze się bałeś…ale ja dawałam nam odwagę i wiarę, że można zaryzykować, ryzyko to moja specjalność.
Czy starczy ci świadomość, że jest takie miejsce, w którym zwalniam krok?
Piosenka, przy której zamieram i spuszczam wzrok? Nie płaczę. W ogóle. Nie płacze się z nienawiści.
Nie płacz. Może czas wszystko zmieni.
Jeśli za cztery miesiące nadal będziemy mieli szansę się spotkać, będę umiała potraktować cię podle. Będę umiała odtworzyć wszystkie czułe, kłamliwe gesty. Będę umiała na nie pozwolić. Doskonale oddzielam uczucia wyższe od najniższych.
Nienawidzę jej za to, jaka jest zaślepiona i ciebie za kłamstwa, w które sam wierzyłeś.
Nienawidzę cię za ostry mróz, zaśnieżony szczyt, długą kolejkę do wyciągu, twoje ciemne oczy wpatrzone we mnie, rozmarzony uśmiech, głowę pochyloną w moją stronę i szept „Natalko, pocałuj mnie”
Pozwól, niech to będzie koniec.
Link 13.08.2006 :: 01:13 Komentuj (10)
Link 11.08.2006 :: 19:05 Komentuj (5)
Link 07.08.2006 :: 01:21 Komentuj (12)